//////

Miesięczne archiwum: Maj 2010

NIERUCHOME CIAŁO

Jeśli jednak ciało jest nieruchome, temu przyciąganiu powinna prze­ciwstawiać się inna siła. Jest to nowa siła — siła Sciamy wprost proporcjonalna do przyspie­szenia i, podobnie jak siła elektromagnetyczna, odwrotnie proporcjonalna do odległości. Tak Słońce, jak i reszta wszechświata wywierają tę nową siłę na ciało, ponieważ są w ruchu przyspieszonym. Wiemy jednak, że ilość ma­terii wzrasta w miarę zwiększania się odległo­ści. Podobnie jak powierzchnia kuli, rośnie proporcjonalnie do kwadratu odległości. Tak więc wzrost ilości materii w miarę oddalania się od ciała z nadwyżką wyrównuje słabnięcie siły Sciamy w miarę wzrostu odległości. W kongalaktyki doko­nują największego wkładu w jej wielkość.

RÓWNOWAŻENIE PRZYCIĄGANIA

Siła ta równoważy przyciąganie grawitacyjne Słoń­ca, jeśli nałoży się pewien warunek na całko­witą masę M i promień R wszechświata. Wa­runkiem tym jest, aby 2GM/Rc2 = 1, gdzie G jest stałą grawitacyjną, c — prędkością światła. Jest interesujące, że jest to ten sam warunek, który pojawia się w ogólnej teorii względności i wyznacza grawitacyjny promień wszechświa­ta, na co już wskazywaliśmy. Jeśli przyspieszenie jest względne, a nie absolutne, to masa bezwładna ciała jest miarą siły wywieranej na nie przez resztę wszech­świata, gdy popychasz to ciało. Cóż za wspa­niała myśl: gdy przyspieszasz bieg, twoje mięśnie zwalczają wpływ galaktyk z trudem dostrzegalnych nawet za pomocą najpotężniej­szych teleskopów! Próby — podobne do prób Sciamy — przy­pisania pochodzenia kosmologicznego siłom bez­władności kontrastują z naszkicowaną w pier­wszej połowie tego rozdziału próbą wyjaśnie­nia pochodzenia masy bezwładnej przez kwan­tową teorię pola.

SPEKULACJA NA TEMAT ISTNIENIA

Sciana podejmuje speku­lację na temat istnienia, dotąd przez nikogo nie podejrzewanego, wpływu odległej materii kosmicznej, aby uratować ideę względności ru­chu w jej ogólnym sensie; poprzednia próba zmuszała nas do przypisania cząstkom elemen­tarnym nieskończenie maleńkich rozmiarów, co pozwalało obliczyć ich energię własną i na tej podstawie — ich masę bezwładną. Przy rozstrzyganiu tych fundamentalnych proble­mów w grę wchodzi materia w największej i w najmniejszej skali i trudno wyzbyć się uczu­cia, że w substracie przyrody występuje wielka gmatwanina, która wiąże wielkość wszechświa­ta z wielkością cząstek elementarnych. Pewne­go dnia rozwikła się tę gmatwaninę. Jednakże teoria, która tego dokona, powinna nie tylko rozwiązać problem bezwładności, lecz również dać odpowiedź na inne pytanie. To pytanie, o  którym dotychczas nie wspomnieliśmy, gdyż na razie nie ma szans znalezienia na nie od­powiedzi, brzmi następująco: dlaczego cząstki elementarne mają taką masę, jaką na podsta­wie obserwacji im się przypisuje?